środa, 24 lipiec 2019 r.
Bip
Bezpieczny Powiat K-ki
Bezpieczny Kraków
   Sprawy OSP
 
 Liczba odwiedzin : 2012044

 


Kalendarium: rok 1996


Rok: | 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 |


1 stycznia o godz. 9.00 wezwano straż do pożaru na os. Kolorowe. Ogień powstał prawdopodobnie na skutek zwarcia instalacji elektrycznej w jednym z pokoi, gdzie nikt nie nocował. Relację z tego zdarzenia zamieściła Gazeta Wyborcza z 03.01.1997 r.: "Wyszłam na korytarz (- opowiada Sabina Jarosz -) i zobaczyłam w średnim ogień. Zaczęłam krzyczeć. Kiedy Małgorzata Jarosz uciekła z dziećmi, jej mąż Zbigniew chwycił garnek z wodą. Chciał coś ratować. - Wtedy właśnie wywaliło szybę w drzwiach od pokoju i ogień wybuchł na korytarz. Uciekłem - mówi, wyciągając papierosa z paczki. Zbigniew Jarosz pobiegł piętro wyżej do sąsiadów. W kilka chwil płomienie zajęły korytarz, kuchnię i duży pokój. Ogień wydostał się na klatkę schodową, okopcił drzwi mieszkania naprzeciwko i poszedł wyżej, na czwarte piętro budynku. - Gdyby straż pożarna nie przyjechała tak szybko, to nie wiem, co by było - mówi Zbigniew Jarosz". Ogień ugaszono w ciągu godziny. Straty wyceniono na 80.000 zł.
 
6 stycznia prawdopodobnie rozżarzony węgiel, który wypadł z pieca był przyczyną pożaru w oficynie na piętrze przy ul. Kochanowskiego. Ogień szybko rozprzestrzenił się po mieszkaniu, w którym na regałach, w biblioteczkach i na podłodze znajdowały się duże ilości książek i gazet. 89-letnia właścicielka wpierw udała się do sąsiedniego mieszkania, w którym znajdowało się dwoje dzieci w wieku 8 i 9 lat i wyprowadziła je na klatkę schodową, skąd mogły przejść do bezpiecznej sąsiedniej kamienicy. Sama wróciła ratować mieszkanie. Wezwanym przez sąsiadów strażakom nie udało się uratować życia staruszki. Pożar ugasili z pomocą 3 prądów wody. W akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło łącznie 6 samochodów pożarniczych, w tym 3 gaśnicze. W wyniku pożaru spaliła się cała kuchnia i pokój. Straty materialne oszacowano na 50.000 zł.
 
11 stycznia przed godz. 10-tą na os. Oświecenia w jednym z mieszkań na parterze doszło do eksplozji gazu. Siła wybuchu była tak duża, że podmuch wyrzucił znajdującą się w mieszkaniu lokatorkę przez okno na podwórko. Doznała oparzeń II stopnia 40% ciała, urazu głowy i wstrząśnienia mózgu. Przechodzącej w tym czasie koło bloku kobiecie kawałki szkła poraniły twarz i rękę. Ponadto lekko zatruci zostali lokatorzy mieszkający powyżej mieszkania, gdzie nastąpił wybuch, a jedna z kobiet doznała oparzenia nóg. Po przybyciu na miejsce strażacy podali 4 prądy wody do palącego się mieszkania, równocześnie ewakuując mieszkańców z wyższych kondygnacji i udzielając poszkodowanym I pomocy. W doszczętnie spalonym mieszkaniu na parterze znaleźli zwęglone zwłoki mężczyzny. Na skutek wybuchu zniszczone zostało również mieszkanie sąsiadów: wyleciały drzwi z futryną, popękały ściany. Spalona została również klatka schodowa. Uszkodzenia zgłosiło także 13 osób parkujących samochody przed budynkiem. Ogólnie straty oszacowano na 200.000 zł. Dochodzenie policyjne wykazało, że sprawczynią wypadku była w/w poszkodowana lokatorka mieszkania, gdzie nastąpił wybuch.. Motywem jej działania była chęć pozbycia się byłego męża, z którym stale była skłócona.

Na os. Albertyńskim prawdopodobnie na skutek pęknięcia przewodu paliwowego doszło do pożaru samochodu marki "polonez". Zdarzenie to opisała Gazeta Krakowska z 12.01.1996 r. w notatce "Sekunda od śmierci": "Żyję? O, Boże, żyję - kobieta z niedowierzaniem dotyka swojej głowy i serca. Tłum przechodniów w milczeniu patrzy na płonący samochód. Ogień sięga ósmego piętra. Na sygnale jedzie straż pożarna i policja. Jest piąta po południu w Nowej Hucie. Pięć minut wcześniej jasny polonez skręcił w uliczkę między os. Niepodległości a os. Albertyńskim. Wybuch nastąpił w ciągu sekundy. Mimo że wokół pełno bloków, sklepów, parkingów samochodowych, poczta, nikt nie ucierpiał. Stojący obok policjant prosi zgromadzonych o rozejście się, ale jego apelu nikt nie słucha. Ludzie chcą z bliska zobaczyć tę, która ocalała. Cecylia R. ukrywa załzawioną twarz. Chwilę temu wyjechała z pracy". Strażacy 1 prądem wody ugasili pożar i pojazd przekazali policji w celu przeprowadzenia ekspertyzy. Straty materialne oszacowano na 3.000 zł.
 
4 maja w kolegiacie św. Floriana ks. bp Albin Małysiak odprawił uroczystą mszę św., w której uczestniczyli strażacy Państwowej Straży Pożarnej oraz straży ochotniczych. Po nabożeństwie miała miejsce procesja z Najświętszym Sakramentem.
 
6 maja prawdopodobnie niedopałek papierosa stał się przyczyną pożaru w mieszkaniu przy ul. Łobzowskiej. Po wejściu do wnętrza znaleziono zwłoki 32-letniego mężczyzny. Podano 1 prąd wody. Pożar ugaszono w ciągu blisko 80 min. Straty materialne oszacowano na 10.000 zł.
 
8 maja strażacy zostali wezwani do udzielenia pomocy w zawiązku z próbą samobójstwa. Tak to zdarzenie opisała Gazeta Krakowska z 10.05.1996 r. w notatce "Strażak od samobójców": "Kilkunastoletni chłopak usiłował w środę o godz. 22 skoczyć z dachu kamienicy przy ul. św. Tomasza w Krakowie. Wezwano straż pożarną, policję, pogotowie. Strażacy błyskawicznie rozłożyli skokochron. Tymczasem ich kolega wszedł do mieszkania na V piętro i z okna prowadził dyskusję z desperatem. Po chwili strażak zapalił papierosa, podał ogień młodzieńcowi, złapał go za rękę i wciągnął do środka. Wszystko działo się błyskawicznie, na wąskim gzymsie, 20 metrów nad jezdnią. Strażakiem, który uratował chłopca jest młodszy ogniomistrz Stanisław Synowski (38 lat)".
 
5 czerwca strażacy zostali wezwani w związku z próbą samobójstwa. Zdarzenie to opisał Dziennik Polski z 07.06.1996 r. w notatce "Spadł na poduszkę": "Przez dłuższy czas prowadzono natomiast pertraktacje, w obecności tłumu gapiów, z 32-letnim J. K., który zamierzał wyskoczyć z trzeciego piętra bloku na osiedlu Kalinowym (podobno nie była to jego pierwsza próba). Początkowo przywiązał się do anteny i wisiał nad ziemią, następnie wszedł do mieszkania. Później jednak chciał zapobiec, by go złapano (interweniująca ekipa namawiała do poniechania zamiaru, ale też usiłowała zbliżyć się do mieszkania) i nagle wyskoczył z budynku przez okno. Na szczęście, na ziemi, strażacy rozłożyli już wcześniej poduszkę powietrzną, więc w wyniku upadku nie doznał obrażeń ciała. Pierwszej pomocy udzielił mężczyźnie lekarz Szkoły Aspirantów Pożarnictwa, później został on zabrany przez pogotowie (najprawdopodobniej do szpitala psychiatrycznego). Mężczyzna był w szoku, miał także na ciele ślady skaleczeń, być może zrobione żyletką"
 
8 czerwca przed godz. 22-ą straż pożarna została wezwana do zabudowań gospodarczych i domu mieszkalnego przy ul. Podgórki. Okazało się, że 80-letni właściciel posiadłości pod nieobecność domowników podpalił majątek, a sam powiesił się w jednym z pokoi. Strażacy odcięli go, udzielili I pomocy i przekazali lekarzom z karetki pogotowia, którzy w ciężkim stanie i poparzonego zabrali do szpitala. W trwającej 30 min i uwieńczonej sukcesem akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło 6 samochodów strażackich, w tym 3 gaśnicze. Straty oceniono na 15.000 zł.
 
14 czerwca na ul. Kotlarskiej podczas niewłaściwie prowadzonych prac remontowych instalacji gazowej doszło do wybuchu. Podmuch przewrócił przechodzącą opodal kobietę. Zniszczona została ceglana ścianka działowa w piwnicy, na klatce schodowej wyleciały z okien szyby, a w niektórych mieszkaniach popękały. Wezwani na miejsce strażacy przeprowadzili ewakuację mieszkańców zagrożonej kamienicy, eksplozymetrem sprawdzili stężenie gazu oraz przy pomocy agregatu wpompowali do piwnicy powietrze w celu obniżenia stężenia gazu. Rozwinęli również linie gaśnicze, aby szybko przeciwdziałać skutkom kolejnych, ewentualnych wybuchów. Cała akcja trwała około 90 min.
 
23 października podczas powadzenia prac budowlanych przy kościele św. Józefa oo. Karmelitów Bosych przy ul. Rakowickiej doszło do zawału fragmentu ściany prezbiterium kaplicy. Pod gruzami zginął 30-letni robotnik. Strażacy odgruzowali miejsce zdarzenia i przy pomocy sprzętu podręcznego burzącego i pneumatycznego wydobyli denata z wykopu.
 
28 października Dziennik Polski zamieścił artykuł pt. "Milion za grochówkę" w którym poinformował, że "Komisja Praworządności i Porządku Publicznego zwróciła się do Zarządu Miasta (...) o jak najszybsze (jeszcze w tym roku) znalezienie 40 tys. zł na zakup aparatury do ochrony dróg oddechowych w trakcie akcji gaśniczej dla straży pożarnej. Komisja chce również, by w przyszłym roku UM dofinansował budowę strażnicy gaśniczej w Bronowicach w kwocie 1 mln zł, radni zdają sobie jednak sprawę, że przeforsowanie tego wniosku będzie najtrudniejsze (...). Według Marii Kret miasto powinno wesprzeć strażaków nawet większą kwotą niż milion, a środki można zabrać z puli festiwali, np. żydowskich. Na akcję ratowniczą i usuwanie skutków powodzi na terenie miasta krakowscy strażacy wydali w dniach 28 sierpnia - 18 września ok. 160 tys. zł, interweniowali ponad 600 razy. Z 21 pomp wodnych 12 nie nadaje się do użytku, zniszczeniu uległo większość węży. Wojewoda przekazał SP 100 tys. zł jako refundację kosztów akcji prowadzonej na terenie całego województwa (pieniądze jeszcze nie dotarły), miasto dołożyło ze swojej strony 35 tys. zł.".
 
1 listopada po godz. 20-ej wybuchł pożar w mieszkaniu przy ul. Józefińskiej. Na miejsce zdarzenia udało się 6 samochodów pożarniczych, w tym 2 gaśnicze. Podano 2 prądy wody w natarciu. Okoliczności tego zdarzenia opisała Gazeta Krakowska z 2-3.11.1996 r.: "- Siedziałem w pokoju, kiedy nagle usłyszałem łomot do drzwi. Sąsiadka błagała, by pomóc jej wyciągnąć męża z płonącego mieszkania obok - mówi roztrzęsiony Ryszard Markowicz. - Niestety korytarz był już cały w dymie. Nie dało się wejść do środka. Chciałem, ale nie mogłem. Pobiegłem tylko do kolegi zadzwonić po straż - dodaje zdenerwowany. (...) Ciemności rozświetlają potężne reflektory i migające, niebieskie światła syren dwóch wozów strażackich i karetki reanimacyjnej. W jej środku leży płaczący 4-letni chłopczyk. Ma lekko poparzoną buzię. Sanitariusz stara się mu założyć maskę tlenową. Obok siedzi starsza kobieta. Głęboko oddycha. Płacze. Wokół wozów, biegających strażaków, lekarzy i sanitariuszy kłębi się tłum gapiów. Tuż przy bramie stoi grupka ludzi. Dwie kobiety płaczą. Młoda dziewczyna stara się wejść do budynku. - Nie wolno! - zastępuje jej drogę wysoki policjant. - Tam został mój pies. Muszę iść po niego - błaga dziewczyna. Policjant jest nieugięty. Chwilę później z kłębów dymu strażacy wyprowadzają młode małżeństwo. Na rękach niosą maleńkie dzieci. Chłopczyka i dziewczynkę." W wyniku pożaru śmierć poniósł 38-letni mężczyzna. Ogień ugaszono po 3 godzinach. Straty materialne oszacowano na 40.000 zł.
 
10 listopada wczesnym przedpołudniem wezwano straż pożarną do pożaru na os. Wandy. Przez wyważone drzwi oraz z drabiny przez okno ratownicy weszli do mieszkania, w którym miał miejsce pożar i jednym prądem wody ugasili pożar. W łazience odnaleźli ciało starszego mężczyzny przewieszone przez brzeg wanny z głową zanurzoną w wodzie. Pożar, zniszczył całą łazienkę. Straty materialne oszacowano na 5.000 zł.
 
9 grudnia do otwarcia mieszkania strażacy zostali wezwani przez policję. Wydarzenie to opisała Gazeta Krakowska w notatce o znamiennym tytule: "A może się zakochał?": "Wczoraj około południa mieszkańcy bloku przy ul. Dembowskiego usłyszeli wołanie o pomoc. Przybyli na miejsce policjanci nie zostali wpuszczeni do mieszkania, z którego słychać było krzyki. Okazało się, że właściciel Jacek K. uwięził tam pracownicę agencji towarzyskiej, którą zaprosił do siebie kilka godzin wcześniej. Na nic zdały się prośby i groźby ochroniarzy z agencji oraz łagodna perswazja krakowskich policjantów. Dopiero wezwani na pomoc strażacy weszli po drabinie przez okno i wypuścili uwięzioną. Amator "usług towarzyskich" oznajmił rozbrajająco policjantom, że nic nie widział i nic nie słyszał. "Aresztowana", bez obrażeń, wróciła do swych codziennych, "agencyjnych" obowiązków".
 
20 grudnia około godz. 1 w nocy na wezwanie strażacy udali się do pożaru przy ul. Senatorskiej. Po dostaniu się do mieszkania odnaleźli spalone do połowy zwłoki starszego mężczyzny, jak się później okazało prof. Gwidona R., długoletniego kierownika Katedry Prawa Międzynarodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prawdopodobnie zasnął on z zapalonym papierosem. Ewakuowano mieszkańców okolicznych mieszkań. Pożar wkrótce ugaszono. Straty materialne oszacowano na 30.000 zł.
 
26 grudnia Około godz. 17-ej straż strażacy zostali wezwani do pożaru na os. Zielonym. Tak całą sytuację relacjonowała Gazeta Krakowska z 27.12.1997 r.: "- Siedzieliśmy właśnie przy stole opowiada sąsiadka z tego samego bloku. Nagle jeden z gości krzyknął: "chyba przewody się palą". Wyjrzeliśmy przez okno. Z mieszkania na pierwszym piętrze buchały kłęby dymu aż na aleję Róż. Natychmiast zadzwoniliśmy po strażaków. Mężczyzna prawdopodobnie zasnął z papierosem. Od niedopałka zajęła się wersalka, po chwili paliło się całe mieszkanie. Strażacy weszli po drabinie przez okno, jednak na pomoc było za póĽno. Znaleźli zwęglone ciało." Podano 2 prądy wody. Akcja gaśnicza trwała 2 godz. Straty materialne oszacowano na 15.000 zł.
 
  W zdarzeniach, przy których interweniowali krakowskich strażacy w 1996 r., śmierć poniosło 25 osób, a 194 zostało rannych, w tym 15 dzieci. Rany odniosło również 4 strażaków.

Rok: | 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 |


 

 (c) Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie
 Administracja