sobota, 4 lipiec 2020 r.
Bip
Bezpieczny Powiat K-ki
Bezpieczny Kraków
   Sprawy OSP
 
 Liczba odwiedzin : 2797572

 


Kalendarium: rok 1999


Rok: | 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 |


23 stycznia Straż pożarna została wezwana do pożaru na ul. Teligi. Tak wydarzenie to opisał Dziennik Polski z 25.01.1999 r. w artykule "Ocaleli w łazience": "Pożar wybuchł około godz. 3. Według ustaleń policji, jedna z lokatorek mieszkania na II piętrze usłyszała dziwne odgłosy i poczuła swąd dymu. Gdy wyszła na klatkę schodową, zobaczyła swojego 85-letniego sąsiada, który stwierdził, że pali się jego mieszkanie. Lokatorka ostrzegła innych sąsiadów, zawiadomiono straż pożarną i policję. Akcja ratownicza trwała od godz. 3.09 do 7.36, brało w niej udział 8 zastępów - w sumie 23 strażaków. Najpierw ewakuowano lokatorów palących się mieszkań, później także innych mieszkańców; łącznie 28 osób. Mieszkańcy jednego z mieszkań na IV piętrze uciekali przez balkon do swoich sąsiadów w klatce obok. Lokatorzy środkowych mieszkań nie mieli możliwości ucieczki - nie ma tam balkonów, a ogień na klatce schodowej uniemożliwiał opuszczenie mieszkania. - To cud, że udało im się ocaleć - powiedziała nam siostra lokatorki z III piętra. - Siostra i szwagier oraz ich syn, 1,5-roczny chłopiec, schowali się przed ogniem w łazience. Tam polewali się wodą i wołali o pomoc. (...) Ogień doszczętnie zniszczył jedno mieszkanie, dwa kolejne nadają się do generalnego remontu, w czterech są dość znaczne zniszczenia. Nie było ofiar w ludziach, ale obrażenia odniosło 5 osób, w tym 1,5-roczne dziecko i kobieta w ciąży. Straty szacowane są na 1 mln zł". W akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło 9 samochodów pożarniczych, w tym 4 gaśnicze oraz drabina mechaniczna.
 
30 stycznia w mieszkaniu na ul. Półłanki eksplodowała 11-kilogramowa butla z propanem-butanem. Ranne zostały 2 osoby, które zabrało pogotowie ratunkowe. Strażacy, którzy przybyli na miejsce zdarzenia 4 samochodami pożarniczymi w ciągu godziny zażegnali niebezpieczeństwu.
 
31 stycznia przed południem na ul. Grabowskiego na skutek niewłaściwego użytkowania piecyka elektrycznego powstał pożar w przybudówce na podwórku. Podczas trwającej 2 godz. akcji ratowniczo-gaśniczej strażacy natknęli się na ciało młodego mężczyzny, który uległ zatruciu. Mimo podjęcia akcji reanimacyjnej nie udało się go uratować. Straty materialne oszacowano na 10.000 zł.
 
1 lutego około godz. 1-ej w nocy strażacy zostali wezwani do pożaru altany przy ul. Odlewniczej. Podczas dogaszania pogorzeliska odkryto ciała 2 osób. Przyczyną pożaru było zaprószenie ognia.
 
8 lutego strażacy udali się do pożaru przy ul. Karmelickiej. Informację na temat tego zdarzenia opublikowała Gazeta Krakowska 10.02.1999 r. w notatce "Było groźnie": "Około godziny 22 powiadomiono Straż Pożarną i Policję o pożarze, który wybuchł w jednym z mieszkań przy ul. Karmelickiej. Niemal doszczętnie spłonęły dwa pokoje. Właściciel mieszkania uległ lekkiemu zaczadzeniu i został przewieziony na oddział toksykologii. Do szpitala trafiła również czwórka dzieci, w tym dwoje bliźniąt z mieszkania znajdującego się na wyższym piętrze. Przyczyny pożaru ustalają strażacy i policja. Wiadomo jedno - pożar mógł mieć znacznie tragiczniejsze następstwa. W mieszkaniu, które spłonęło znajdowała się butla gazowa. Na szczęście nie wybuchła". Straty materialne wyceniono na 10.000 zł.
 
24 marca wczesnym rankiem wybuchł pożar przy ul. Ładnej. Szczegóły tego wydarzenia opisał Dziennik Polski z 25.03.1999 r. w notatce "6 godzin walki z ogniem": "Wczoraj około godz. 5 rano zauważono ogień w budynku administracyjnym Polskich Zakładów Zbożowych przy ul. Ładnej 27 (w pobliżu Mogilskiej). Pożar ogarnął część pomieszczeń biurowych na II piętrze oraz strop i dach. Akcja ratunkowa, w której uczestniczyło 11 wozów strażackich (36 osób), trwała prawie sześć godzin. Pożar był bardzo trudny do ugaszenia, najpierw bowiem trzeba było oddymić pomieszczenia oraz obniżyć temperaturę, która sięgała 800 stopni. Strażakom udało się nie dopuścić do rozprzestrzenienia się ognia na sąsiednie budynki, w których zmagazynowane jest zboże. Konieczne okazało się rozebranie części stropu i dachu. Ponadto ogień doszczętnie zniszczył dwa pomieszczenia biurowe. Straty wstępnie oszacowano na 200 tyś. złotych. Przyczyny pożaru ustali specjalna komisja".
 
22 kwietnia na ulicy Bieżanowskiej powstał pożar w mieszkaniu. Zdarzenia to opisał Dziennik Polski z 23.04.1999 w notatce "Śmierć na siedząco": "Ogień w mieszkaniu zauważono około godziny 16 w czwartek. Wkrótce w pobliżu wieżowca było 12 jednostek straży pożarnej - w sumie około 40 strażaków. Przed wieżowiec zajechały trzy drabiny mechaniczne. Strażacy stojący na dwóch z nich kierowali na mieszkanie strumienie wody. Z trzeciej wchodzono do sąsiednich mieszkań (niektóre były zamknięte, gdyż lokatorzy byli jeszcze w pracy), by zobaczyć, czy nie trzeba kogoś wyprowadzić. Z budynku uciekła część. Z rozmów z sąsiadami wynikało, że często odbywały się w nim alkoholowe libacje. Gdy strażacy weszli do mieszkania - natknęli się na zwłoki mężczyzny, prawdopodobnie właściciela mieszkania. - Był w pokoju, na łóżku, w pozycji siedzącej. Ciało było zwęglone. Wyglądało - jakby się nie bronił, może był zbyt słaby - powiedział nam strażak. Zdaniem mieszkańców bloku - mężczyzna mógł być pijany, gdy wybuchł pożar i dlatego nie próbował uciekać. Wyposażenie całego mieszkania uległo zniszczeniu; zostały "resztki pralki, piecyka". Temperatura w pomieszczeniach dochodziło do około 1000 stopni. Wygięły się metalowe framugi drzwi, grzejniki. (...) Z wstępnych szacunków wynika, że straty materialne wynoszą około 50 tysięcy złotych. (...) Akcja straży zakończyła się około godziny 19. Przyczyna pożaru nie jest jeszcze ustalona, ale prawdopodobne jest zaprószenie ognia w mieszkaniu, być może przez mężczyznę, który zginął".
 
4 maja w całym kraju odbywały się uroczystości związane z dniem patrona strażaków - św. Floriana. Relację z uroczystości w Krakowie zamieściła Gazeta Krakowska w artykule "¦w. Florian Bazyliką Mniejszą": "W Krakowie świętowanie rozpoczęło się wczoraj uroczystą paradą strażacką, mszą świętą w kolegiacie św. Floriana i procesją. Jak każe tradycja strażacy z całego powiatu krakowskiego przeszli w zwartym szyku, z kompaniami honorowymi z siedziby przy ul. Westerplatte do kościoła swojego patrona św. Floriana. Mszę odprawił i kazanie wygłosił ks. infułat Jan Kościółek, gospodarzem uroczystości był kapelan strażacki, proboszcz parafii św. Floriana ks. Jan Czyrek. Po mszy świętej ks. Franciszek kardynał Macharski poinformował, że watykańska Kongregacja Kultu Bożego przychyliła się do próśb duchowieństwa i parafian od św. Floriana i podniosła kościół do rangi Bazyliki Mniejszej. Przypomnijmy. że m.in. w tej świątyni wikariuszem był papież Jan Paweł II. Dziękczynna procesja odpustowa z relikwiami św. Floriana przeszła wokół placu Matejki".
 
7 maja z misją humanitarną do Albanii wyjechała grupa krakowskich strażaków. Napisała o tym Gazeta Krakowska w notatce "Pięciu z Krakowa": "Dziś przed szóstą rano z Krakowa wyjechało pięciu strażaków. W południe razem z 3 kolegami z Nowego Sącza wyjadą do Albanii, by jako wolontariusze nieść pomoc uchodźcom. - Strażacy stacjonują w miejscowości Lace, 40 km na południowy wschód od Tirany - mówi Andrzej Siekanka, rzecznik komendanta małopolskiego PSP w Krakowie. - Tym razem pojedzie 5 strażaków z Krakowa. Tomasz Kozakiewicz, Ryszard Dębosz, Bogusław Starzak i Wojciech Nowak to pracownicy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 z ul. Rzemieślniczej; a Piotr Horosin jest z jednostki w Skawinie. Strażacy zabierają ze sobą wyposażenie osobiste, żywność oraz sprzęt techniczny".
 
12 maja w godzinach przedpołudniowych wezwano straż pożarną na ul. Smoleńskiego. Opis tego wypadku zamieścił Dziennik Polski z 12.05.1999 r. w notatce "Niebezpieczne maty": "Ponad sześć godzin trwała wczoraj akcja straży pożarnej przy ulicy Smoleńskiego w Krakowie. Około godziny 11 wybuchł tam pożar w budynku hotelu robotniczego - należącego do spółdzielni pracy. W akcji wzięło udział około 60 strażaków z Krakowa i Skawiny. - Prawdopodobnie przyczyną pożaru było zaprószenie ognia w trakcie prowadzenia prac spawalniczych przy instalacji centralnego ogrzewania, ale będzie to jeszcze badane. Ogień byt duży, z uwagi m.in. na to, ze ściany byty obłożone słomianymi matami, przykrytymi tynkiem. Z tego też powodu ogień szybko się rozprzestrzeniał, w zakamarkach, na poddaszu, i trudno go było stłumić; duże też było zadymienie. Dach był drewnianej konstrukcji, przykryty blachą. Zniszczony przez ogień - zawalił się - mówi młodszy kapitan Paweł Kozak, dowódca plutonu z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 z ul. Rzemieślniczej. Nikt nie odniósł obrażeń, natomiast straty materialne oszacowano wstępnie na ponad 200 tysięcy złotych. Całkowitemu zniszczeniu uległy pokoje na pierwszym piętrze, dach, zalane też zostały pomieszczenia na parterze (część dobytku zdołano wynieść). Akcja zakończyła się przed godziną 18".
 
11 czerwca powstał pożarze na ul Promienistych. Notatkę na temat tego zdarzenia pt. "Słomiane ściany jak pochodnie" zamieściła Gazeta Krakowska z 12-13.06.1999 r. "- Tuż przed godziną trzecią zostaliśmy zaalarmowani, że na ul. Promienistych pali się blok - mówi oficer dyżurny straży pożarnej. - Pojechało tam 10 zastępów, w sumie 33 strażaków. Akcję zakończyliśmy około ósmej rano. Ewakuowaliśmy osiem rodzin. Straty wstępnie szacujemy na 200 tys. zł. (...) - Obudziłam się przed trzecią nad ranem - mówi mieszkanka narożnego mieszkania, które spaliło się całkowicie. - Wszędzie rozchodził się gryzący dym, a jedna ze ścian była gorąca. Zaalarmowałam domowników i sąsiadów. Wybiegliśmy z mieszkania. Wezwaliśmy straż. A pożar już buszował w słomianych ścianach. Na szczęście udało się wyprowadzić wszystkich mieszkańców. Akcja strażacka była błyskawiczna, ale żeby stłumić ogień pełzający w ścianach trzeba było niektóre rozebrać. Dwa mieszkania całkowicie pozbawione są sufitów i dachu. Innym grozi katastrofa budowlana, gdyż drewniane stropy nasiąkły wodą".
 
13 czerwca ukazał się w Dzienniku Polskim artykuł "Jedni się drapią, inni się cieszą" informujący o pladze obrzeżka na Wieży Mariackiej: "Znowu przeżywamy zmasowany atak obrzeżków - skarżą się hejnaliści z wieży Mariackiej. - Ostatnio sprzątano niższą wieżę, ruszono pokłady gołębich odchodów i obrzeżki się rozpełzły. Łażą po rusztowaniach i przedostają się na hejnalicę. Są wszędzie, gryzą nas. To bardzo swędzi, więc ciągle się drapiemy. Interweniowaliśmy już kilkakrotnie u naszych szefów, ale bez skutku. - mówią strażacy. (...) Adam Kosek - kierownik działu epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitamo-Epidemiologicznej bardzo się ucieszył, gdy usłyszał od nas o obrzeżkach na hejnalicy. - Nikt nam nie dał znać, że tam są obrzeżki. Cieszę się, że będzie je gdzie łapać, bo właśnie zamówiła je u nas Akademia Medyczna z Lublina, której potrzebne są do badań. Obawiam się tylko, że mogą być kłopoty z uzyskaniem zezwolenia na wejście na wieżę (...). My możemy wkroczyć dopiero wtedy, gdyby się okazało, że jest zagrożenie chorobą zakaźną, że te właśnie obrzeżki przenoszą wirusy z jednego strażaka na drugiego. Ale jeśli tylko gryzą, a strażacy się drapią - to nie nasza sprawa, lecz administracji - oświadczył. Brygadier Seweryn Dyja, któremu bezpośrednio podlegają strażacy trąbiący na wieży (...) zapewnił, że jeśli informacja o ataku obrzeżków się potwierdzi - podejmie stosowne działania. - My jesteśmy tylko lokatorem wieży. Będziemy więc interweniować u właściciela, by zlecił dezynsekcję, uzgodnimy - jak się to odbędzie. Na ten czas przeniesiemy hejnalistów wyżej lub niżej, by mogli nadal trąbić. Nie przewidujemy przeniesienia ich na wieżę Ratuszową, skąd przez kilka dni grali hejnał podczas wielkiej dezynsekcji około 10 lat temu - poinformował".
 
23 czerwca gościem krakowskich strażaków był wojewoda małopolski Ryszard Masłowski. Informację o tym wydarzeniu zamieściła Gazeta Krakowska z 24.06.1999 r. w notatce "Normalna służba": "Wczoraj wojewoda Ryszard Masłowski był gościem strażaków. Przygotowano atrakcyjny program wizyty. Dostojny gość po prezentacji sprzętu w Komendzie Wojewódzkiej przy ul. Westerplatte odwiedził Jednostkę Ratowniczo-Gaśniczą nr 2 przy ul. Rzemieślniczej. Specjalizuje się ona w ratownictwie technicznym, ma na wyposażeniu jeden z dwóch jeżdżących w Polsce (...) Mega-city - ciężki samochód ratowniczy zdolny podnieść i postawić na koła najcięższą ciężarówkę. Do niedawna operował on na terytorium od Legnicy do Przemyśla. Strażacy z jednostki ratownictwa wysokościowego pokazali jak ratuje się ludzi z górnych pięter wysokich budynków, w przypadku kiedy nie można skorzystać z drabiny, a klatki schodowe są niedostępne. Wojewoda zobaczył też. strażaków w akcji wypompowywania wody z posesji przy ul. Hufcowej. Tym razem nie byty to pokazy, ani ćwiczenia. To była normalna praca, praca jakiej z dnia na dzień strażakom przybywa".
 
24 czerwca w Gazecie Krakowskiej ukazała się notatka "Biegiem na 15 piętro" informująca o osiągnięciach Grupy Ratownictwa Wysokościowego z Krakowa: "Strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3 w Krakowie wrócili z III Ogólnopolskich Zawodów Grup Ratownictwa Wysokościowego z Łodzi. W rywalizacji 14 zespołów wywalczyli trzecie miejsce, wygrywając m.in. z komandosami Nadwiślańskich Jednostek MSWiA. Kpt. Krzysztof Mendak indywidualnie uplasował się również na trzeciej pozycji. W zawodach uczestniczą ratownicy GOPR, PCK, Straży Pożarnej i wojska. Krakowski zespół w składzie: Krzysztof Mendak, Stanisław Jastrzębski i Tomasz Kozynacki w ub. roku na podobnych zawodach organizowanych przez GOPR w Karłowie k. Dusznik Zdroju wywalczył pierwsze miejsce".
 
25 czerwca w związku z opadami deszczu i podniesieniem się poziomu wody w rzekach Kraków w ciągu kilku poprzednich dni był zagrożony powodzią. O wydarzeniach tych napisała Gazeta Krakowska w notatce "Strażacy pompują": "Krakowowi no razie powódź nie grozi. Woda na największej rzece Wiśle opada w tempie 44 cm na godzinę. Pod Wawelem zniknęła już z bulwarów. Nadal w mieście jest kilkadziesiąt podtopionych miejsc, budynków i posesji. Przede wszystkim dlatego, ze niedrożna jest sieć kanalizacji burzowej. Strażacy nadal pompują wodę z zalanych terenów. W Krakowie byto wczoraj 4 duże akcje przy ul. Tynieckiej w Kostrzu, w Lesisku w Nowej Hucie, przy ul. Brzeskiej koło Niepołomic oraz na Odwiślu. W kilkunastu innych przypadkach pojedyncze samochody strażackie opróżniały z wody piwnice domów, szkoły a nawet korty tenisowe "Garbarni".
 
3 sierpnia przed godz. 10-ą straż pożarna została wezwana na ul. Zygmunta Augusta. Zdarzenie to opisała Gazeta Krakowska z 04.08.1999 r. w notatce "Walka z kwasem": "Pani Ewa, laborantka, najpierw poczuła dziwny zapach, potem zaczęły ją piec oczy, coraz trudniej było oddychać. Gdy otworzyła szafę z toksycznymi chemikaliami, zdrętwiała - żrące substancje zazwyczaj hermetycznie zamknięte rozlały się na półkę, a z półki szeroką plamą na podłogę. Wybiegła w popłochu. Od tej chwili jedynymi osobami uprawnionymi do przekroczenia progu magazynu Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy w Krakowie, byli strażacy. Prawie godzinę walczyli wczoraj z rozlanym kwasem solnym i azotowym. Gdyby zareagowały one z innymi substancjami mogło dojść do wybuchu bądź pożaru".
 
18 sierpnia w związku z trzęsieniem ziemi w północno-zachodniej Turcji na pomoc poszkodowanym wysłana została grupa strażaków z województwa małopolskiego. Kulisy tej wyprawy opisała Gazeta Krakowska z 19.08.1999 r. w notatce "Zdążyć na czas": "Wczoraj o godzinie 18 z krakowskiego lotniska w Balicach wyleciała do Turcji 14-osobowa grupa ratowniczo-poszukiwawcza strażaków. - Zabieramy ze sobą specjalistyczny sprzęt do ratowania ludzi pod gruzami: kamery termowizyjne, geofony do nasłuchu dźwięków z ruin, piły spalinowe do cięcia betonu i stali - mówi aspirant Krzysztof Gruca. - Lecą z nami psy, które w takich wypadkach są niezastąpione. (...) Dziesięciu ratowników-ochotników pochodzi z Nowego Sącza, czterech z Krakowa. Krakowscy strażacy zabezpieczą wyprawę ze strony logistycznej, sądeccy zajmą się poszukiwaniami ludzi. W skład grupy wchodzi lekarz oraz treser psów. Wszyscy przeszkoleni są w wydobywaniu ludzi spod gruzu i udzielaniu pierwszej pomocy medycznej". Ratownicy wrócili do kraju 27.08.
 
16 września do niecodziennego zdarzenia doszło w okolicy ul. Reduty i Strzelców. Opis tego zdarzenia zamieściła Gazeta Krakowska z 17.09.1999 w artykule "Centymetry od śmierci": "O godzinie 9.50 w budynek przy ulicy Reduty 9 w Krakowie wjechał potężny iveco. Przejechał przez ogródek, łazienkę i przybudówkę. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Rany odniósł tylko pies. - Stałam w ogródku. Zauważyłam, że na wzniesieniu zatrzymał się tir. Kierowca wysiadł. Po chwili znów popatrzyłam na drogę. Ujrzałam, że samochód stacza się na dom. Uciekłam i schowałam się we wnęce w przedpokoju. Od kabiny dzieliło mnie kilka centymetrów - mówi Kazimiera Miktos, mieszkanka domu przy ulicy Reduty 9. Natychmiast przyjechała policja i straż pożarna. (...) Do późnego popołudnia strażacy wyburzali zniszczone części domu. Resztę podparli - stemplami".
 
25 września strażacy-emeryci obchodzili szczególną uroczystość. Wydarzenie to opisała Gazeta Krakowska z 27.09.1999 r. w notatce "Honory dla jubilatów": "Koło Emerytów i Rencistów Pożarnictwa RP w Krakowie święci jubileusz 40-lecia działalności. Z tej okazji jako pierwsza w Polsce organizacja byłych pożarników otrzymała sztandar. W uroczystości przekazania tego honorowego znaku uczestniczył m.in. Zbigniew Meres, Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej. Na placu Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr l w Krakowie w sobotę odbyła się polowa msza św. Po niej Włodzimierz Kukulski, przewodniczący komitetu organizacyjnego przekazał poświęcony sztandar [prezesowi Zarządu Głównego ZEIRP RP Leszkowi Pierzchanowskiemu, który wręczył go prezesowi krakowskiego koła Antoniemu Rzepce] (...). Strażacy z OSP w Poroninie przywieźli w darze także figurę św. Floriana. Wczoraj uczestnicy uroczystości zwiedzili Ojcowski Park Narodowy i wystawę strojów z "Ogniem i mieczem" w Pieskowej Skale. W Związku Emerytów i Rencistów Pożarnictwa RP zrzeszonych jest około 8 tyś. osób. Organizacja krakowska jako pierwsza w Polsce otrzymała sztandar".
 
5 października we wczesnych godzinach rannych straż pożarna została wezwana do pożaru altany przy ul. Prandoty. Na miejsce udały się 3 samochody pożarnicze. Podano 1 prąd wody. Podczas przegrzebywania pogorzeliska znaleziono spalone zwłoki mężczyzny.
 
12 października w krakowskich jednostkach rozpoczęła się akcja protestacyjna. Napisała o tym wydarzeniu Gazeta Krakowska z 13.10.1999 r. w notatce: "Auta przed remizami": "We wszystkich krakowskich oraz w większości jednostek małopolskich rozpoczęła się wczoraj o strażacka akcja ostrzegawcza. Oflagowane są obiekty, a w godz. od 12 do 14 co pół godziny przed remizy wyjeżdżają wszystkie samochody bojowe i włączają na pół minuty syreny. No widocznym miejscu wywieszone są też postulaty. Akcja zakończy się we czwartek. Postulaty są dwa: pierwszy to płacowy. Strażacy domagają się, by zgodnie z wynegocjowanymi warunkami do 2001 roku wyrównać płace strażaków z płacami policjantów. Drugi postulat to zwiększenie ilości etatów strażackich w Małopolsce, a co za tym idzie zwiększenie budżetu małopolskiej straży, gdyż obecny wystarcza tylko na przeżycie, nie pozwala na rozwój".
 
13 października Gazeta Krakowska w notatce "Fajermany na Zarzecze" poinformowała zmianach lokalowych w krakowskich komendach: "Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej od dziś przeprowadza się do nowej siedziby przy ul. Zarzecze. W zabytkowym obiekcie przy ul. Westerplatte pozostaje Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 1 pod dowództwem kpt. Jacka Ambrożkiewicza oraz Komenda Miejska pod kierownictwem st. brygadiera Antoniego Nawrota. Nowy obiekt przy ul. Zarzecze budowano dla straży od kilku lat. Mieści się tam Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 3 dowodzona przez st. kapitana Bogdana Malinowskiego. Od dziś w tym samym obiekcie mieścić się będzie Komenda Wojewódzka z wszystkimi wydziałami i stanowiskiem kierowania. Tu też będzie urzędował Komendant Wojewódzki Kazimierz Krzowski. Budynek przy Zarzeczu rozpoczęto budować w październiku 1996 roku. Budynek główny i techniczne zostały już zakończone, brakuje pieniędzy na ogrodzenie i zagospodarowanie placu. Inwestycja finansowana była z budżetu Komendy Głównej PSP przy wsparciu miasta".
 
14 października podczas gaszenia pożaru altany przy ul. Jasnej strażacy natknęli się na zwęglone zwłoki niezidentyfikowanej osoby. Akcja gaśnicza trwała blisko 3 godz.
 
16 października powstał pożar altany przy ul. Opolskiej. Informację na ten temat przekazał Dziennik Polski z 19.10.1999 r. w notatce "Tragiczna seria": "Do kolejnej tragedii doszło natomiast na działkach przy ulicy Opolskiej (u zbiegu z ul. Mackiewicza). Również tam zapaliła się altanka, w której - jak się okazało - spalił się człowiek; na razie jeszcze nie zdołano nawet ustalić płci ofiary. Z wstępnych ustaleń wynika, iż przyczyną pożaru było prawdopodobnie zaprószenie ognia w drewnianym obiekcie (może od papierosa, albo ktoś się dogrzewał, paląc coś w altanie); wykluczono w tym przypadku działanie osób trzecich. - Wszystkie trzy ofiary były bezdomnymi. Na razie znane są jedynie personalia jednego zmarłego; zwęglone zwłoki pozostałych nadal nie są zidentyfikowane - podaje Jolanta Maciejewska, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Krakowie".
 
31 października pożar wybuchł w mieszkaniu na os. Albertyńskim. Relację z tego zdarzenia opublikowała Gazeta Krakowska z 02.11.1999 r. w notatce "Skok z czwartego piętra": "W niedzielę około godziny 21 w jednym z bloków w osiedlu Albertyńskim w Krakowie wybuchł pożar. Ogień błyskawicznie trawił mieszkanie. Jego właścicielka, uciekając przed płomieniami i dymem, wyskoczyła z balkonu na czwartym piętrze. Poszkodowani zostali też sąsiedzi. Nie było innej drogi ucieczki. Na balkon poniżej płonącego mieszkania nie można się było dostać, ponieważ został obudowany szybami. Na skutek upadku z czwartego piętra ponadpięćdziesięcioletnia kobieta doznała bardzo ciężkich obrażeń. Wczoraj lekarze określali jej stan jako bardzo ciężki. Do szpitala trafili także jej sąsiedzi - troje dzieci i ich ojciec. Ich stan jest jednak znacznie lepszy, powodem hospitalizacji jest podejrzenie zaczadzenia. Czwarte piętro bloku nr 20 na os. Albertyńskim jeszcze wczoraj było mocno zadymione. Zbyt duże stężenie tlenku węgla utrudniało czynności śledcze w spalonym mieszkaniu. Przyczyna pożaru nie została ostatecznie ustalona. Prawdopodobnie było nią zaprószenie ognia. Lokal, z którego wyskoczyła kobieta, spłonął całkowicie. Znacznie ucierpiało też sąsiednie mieszkanie".
 
20 listopada powstał pożar hali produkcyjnej przy ul. Siemaszki. Zdarzenie to opisał Dziennik Polski z 22.11.1999 r. w artykule "Gasił cały Kraków": "Pierwsze sygnały o pożarze nadeszły do straży pożarnej kilka minut przed godziną 18. (...). Wkrótce na miejscu pojawiło się kilkadziesiąt wozów straży pożarnej, policja, która zabezpieczała teren, właściciele i pracownicy firm, które miały w hali siedziby. Już z daleka, choć był wieczór, widoczna była na niebie olbrzymia chmura dymu unoszącego się znad płonącej hali.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce widać już było palący się dach. Naszym zdaniem ogień musiał się wewnątrz "kisić" przez 2-3 godziny, po czym wyszedł nagle na zewnątrz. Dopiero wtedy pożar został zauważony, a wtedy się już bardzo mocno paliło. Można powiedzieć, że o godzinie 18 właściwie cały obiekt był objęty ogniem - mówi aspirant Tadeusz Linca, dowódca grupy operacyjnej Miejskiego Stanowiska Kierowania PSP w Krakowie. - Okazało się, że w pobliżu budynku stoi cysterna; było podejrzenie, że może być wypełniona benzyną. Prawdopodobnie była jednak pusta, ale opary, które w niej były mogły być jeszcze groźniejsze. Ponieważ nie udało się uruchomić pojazdu musieliśmy odciągać cysternę.
Wkrótce wyszło, że nie było to jedyne dodatkowe niebezpieczeństwo. W przybudówce przy hali znaleziono 12 butli z acetylenem. Na szczęście ogień nie przeniósł się na ten obiekt i butle wyniesiono. Później zauważono wewnątrz płonącej hali kolejne butle z propanem-butanem.
Było bardzo duże niebezpieczeństwo, że wybuchną. Butle rozszczelniły się, po czym zapalił się gaz wydobywający się z nich. Wypalił się i, na szczęście, nie doszło do eksplozji - powiedział nam jeden z uczestników akcji. - W pobliżu była stacja paliw, ale ustaliliśmy, że jest nieczynna. Są tam jednak zbiorniki z olejem opałowym do kotłowni. - Były problemy z wodą. W pobliżu hali jest tylko jeden hydrant i na dodatek ciśnienie było słabe. Trzeba, więc było dowozić wodę z innych miejsc. Korzystaliśmy m.in. z cystern, w tym ściągniętej ze Skawiny. Użyto trzech drabin, z których gaszono ogień we wnętrzu hali - mówi Tadeusz Linca. - Część strażaków pracowała w aparatach tlenowych, gdyż paliły się tworzywa sztuczne, więc było niebezpieczeństwo zatrucia.
Udało się uratować część sprzętu komputerowego, niektóre pojazdy znajdujące się w hali - powiedział st. brygadier Antoni Nawrot, Komendant Miejski Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie, który przybył na miejsce pożaru. - Ta sama hala paliła się również w zimie, prawie dokładnie 2 lata temu. Wtedy było około 20 stopni mrozu (...).
Ostatni wóz strażacki odjechał sprzed hali wczoraj około godziny 10 rano (o godzinie 6 z pogorzeliska jeszcze się dymiło), czyli akcja trwała ponad 16 godzin, a uczestniczyło w niej blisko 100 strażaków i użyto 24 wozy. Prawdopodobnie była to największa akcja straży w Krakowie w tym roku, gdyż halę "gasił cały Kraków" - jak nam powiedziano. Na razie nie są jeszcze znane przyczyny pożaru, nie zostały też oszacowane straty materialne".
 
  W zdarzeniach, do których wezwano krakowskich strażaków w 1999 r., śmierć poniosło 60 osób, w tym 3 dzieci, 419 osób zostało rannych, w tym 48 dzieci.

Rok: | 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 |


 

 (c) Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie
 Administracja