poniedziałek, 10 grudzień 2018 r.
Bip
Bezpieczny Powiat K-ki
Bezpieczny Kraków
   Sprawy OSP
 
 Liczba odwiedzin : 1578182

 


Kalendarium: rok 2003


Rok: | 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 |


8 stycznia Na Dworcu Głównym PKP w Krakowie zatrzymał się pociąg "Śnieżka" relacji Jelenia Góra - Kraków, w którego ostatnim wagonie pojawił się płomień. Przebieg akcji gaśniczej opisał Dziennik Polski z 09.01.2003 r. w notatce "Śnieżka w ogniu": "Pociąg około godziny 22.05 wjechał na peron I Dworca Głównego, gdzie się zatrzymał, po czym odczepiono ostatni wagon od reszty składu. Olbrzymie płomienie już buchały z okien, a smolisty dym (paliły się pianki, skaje, laminaty) przedostał się także do przedostatniego wagonu, gdzie zdążył osmalić trzy przedziały. Gesty dym zasnuł też część terenów dworca. Straż pożarna zdołała dotrzeć od strony ul. Pawiej, ale od wagonu w ogniu oddzielał ją jeszcze płot, tory oraz szeroki peron (paliło się z drugiej strony peronu). Około godziny 22.40, po odłączeniu zasilania sieci trakcyjnej, z przeciągniętego zza płotu na peron węża popłynęła woda i rozpoczęło się gaszenie płonącego wagonu. Wagon II klasy nadaje się już tylko do kasacji; zniszczeniu uległo też częściowo zadaszenie nad peronem oraz oświetlenie peronu. Przyczyna pożaru nie jest na razie znana; sprawę będzie badała specjalna komisja". Straty oszacowano na 500.000 zł.
 
9 stycznia do tragicznego w skutkach pożaru doszło przy ul. Słomianej. Okoliczności tego zdarzenia opisał Dziennik Polski z 10.01.2003 r. w artykule "Śmierć przyszła z parteru": "Pożar wybuchł w mieszkaniu na parterze, w środkowej klatce czteropiętrowego budynku przy ul. Słomianej 22. Pierwsze wozy strażackie zjawiły się pod budynkiem o godz. 0.34. Mniej więcej 10 minut wcześniej z płonącego mieszkania wybiegł mężczyzna. Krzyczał, wzywał pomocy. Z otwartych drzwi buchnął czarny dym i płomienie ognia. W mieszkaniu paliła się m.in. plastikowa boazeria. Niemal natychmiast ogień zajął drzwi dwóch sąsiednich mieszkań.

To byt horror. Gęsty dym natychmiast objął cala klatkę schodową i oddal drogę ucieczki. Od gorącego powietrza w oknach na korytarzu zaczęty pękać szyby. Dym zaczął się wdzierać do mieszkań. Niemal nie było czym oddychać. Niektórzy z nas próbowali się ratować utykając szczeliny w drzwiach mokrymi ręcznikami i kocami. Niektórzy wylewali na drzwi wiadra wody - opowiada jeden z lokatorów.

Małżeństwo G., mieszkające na trzecim piętrze, próbowało ratować się inaczej. Sąsiedzi opowiadają, że 60-letnia kobieta z balkonu wzywała pomocy. Jej 56-letni mąż w pewnym momencie wybiegł na klatkę schodową, zostawiając uchylone drzwi od mieszkania. Po jakimś czasie strażacy znaleźli go nieprzytomnego na korytarzu. Jego żona leżała na podłodze w przedpokoju. Gdy wyniesiono ich przed budynek, lekarz z karetki mógł już jedynie stwierdzić zgon. W tym czasie gęsty smolisty dym zasnuł najbliższą okolicę bloku.

Czarne kłęby dymu sięgały kilkudziesięciu metrów Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Bałam się nawet, ze ogień obejmie cały budynek i trzeba będzie w nocy uciekać z domu - opowiada kobieta, mieszkająca w sąsiedniej klatce".

Zanim strażacy skierowali strumienie wody na płonące mieszkanie i palące się obok drzwi, ekipy pogotowia gazowego i energetycznego musiały odciąć dopływ mediów. Trzeba też było wyłączyć centralne ogrzewanie.

To wszystko trwało. Na dodatek wozy strażackie miały kłopoty z podjazdem pod budynek, bo przejazd blokowały parkujące tu samochody. Nie było też gdzie rozłożyć podnośnika pod strażacką drabinę. Może, gdyby pomoc przyszła wcześniej, udałoby się uniknąć tragedii - płacze jedna z sąsiadek rodziny G. Gaszenie pożaru i wyprowadzanie lokatorów z 15 mieszkań trwało do 3 nad ranem. Załogi karetek pogotowia na miejscu podawały tlen ewakuowanym. Dwie osoby odwieziono do Szpitala im. Rydygiera".

Trwającą blisko 3 godziny akcję ratowniczo-gaśniczą prowadziło 34 strażaków z pomocą 4 samochodów gaśniczych oraz drabiny mechanicznej. Straty materialne oszacowano na 250.000 zł.

Na temat tragicznych skutków tego pożaru wypowiedział się kilka dni później st. bryg. Antoni Nawrot - Komendant Miejski PSP w Krakowie - w wywiadzie opublikowanym na łamach Gazety Krakowskiej w dniu 01.02.2003 r. Powiedział on: "Najtragiczniejsze jest to, że ofiarami tego zbrodniczego podpalenia zostali niewinni ludzie, którzy zawiadomili strażaków o pożarze. Gdyby wiedzieli jak w takim przypadku się zachować, co zrobić, pewnie uniknęliby śmierci. Przypomnę, że po zawiadomieniu straży ci państwo stali na klatce schodowej powyżej pożaru, co więcej mieli otworzone drzwi do mieszkania. Wytworzył się ciąg powietrza, efekty spalania zostały wessane do tego pomieszczenia, zatruwając śmiertelnie lokatorów. Gdyby natychmiast po zauważeniu ognia weszli do środka i szczelnie zamknęli drzwi, to na pewno by się uratowali".

 
22 lutego prawdopodobnie na skutek podpalenia powstał pożar wagonów osobowych stojących na bocznicy w rejonie ul. Składowej. W trwającej ponad 3 godz. akcji gaśniczej uczestniczyło 21 strażaków i m.in. 3 samochody gaśnicze. Podano 1 prąd wody i 1 prąd piany ciężkiej. Jeden wagon spłonął całkowicie, w drugim natomiast te fragmenty, które zostały wyłożone laminatem. Straty materialne oszacowano na 200.000 zł.
 
18 kwietnia w nocy powstał pożar w kamienicy przy ul. Zwierzynieckiej. Relację z tego pożaru opublikował Dziennik Polski z 19.04.2003 r. w artykule "Ogień w kamienicy": "- Obudziło mnie ujadanie psa. Było około godziny 1.30. Poczułam swąd dymu i usłyszałam jakieś dziwne chrobotanie na korytarzu. Otworzyłam drzwi i wtedy ogień buchnął do środka. Płomienie natychmiast objęły wiszące na wieszaku ubrania. Dotarłam do okna i zaczęłam krzyczeć. Usłyszał mnie sąsiad zza ściany, który wybiegł na korytarz i zaalarmował sąsiadów - opowiada, szlochając, pani Zofia, której mieszkanie doszczętnie spłonęło.

Straż pożarna otrzymała wezwanie o godz. 1.50. Dzwonił sąsiad pani Zofii, lokator spod "dziesiątki". Zaraz potem starszy mężczyzna wybiegł na korytarz, gdzie było już ciemno od dymu. Zaczął budzić mieszkańców, dzwoniąc po kolei do wszystkich drzwi.

Pierwsze wozy gaśnicze zaparkowały na Zwierzynieckiej już po kilku minutach. W sumie w akcji uczestniczyło 8 wozów strażackich; gaszenie pożaru trwało do godziny piątej rano (...).

W pożarze ucierpieli także inni lokatorzy. Trzy mieszkania na III piętrze nie nadają się do zamieszkania. W lokalu położonym nad "dziesiątką" zapaliła się podłoga. Trzeba było prowizorycznie zabezpieczyć drewniany strop przed zawaleniem. W kilku innych spaliły się liczniki gazowe i elektryczne. Mieszkania na pierwszym, piętrze zostały zalane wodą". Straty materialne oszacowano na 100.000 zł.

 
4 maja tradycyjnie jak co roku krakowscy strażacy obchodzili dzień swego patrona - ćw. Floriana. Poświęconą temu wydarzeniu notatkę opublikował m.in. Dziennik Polski. Napisano w niej: "Wczoraj w kościele przypadało wspomnienie świętego Floriana, który jest patronem strażaków. Z tej okazji w bazylice ćw. Floriana na Kleparzu, gdzie od ośmiu wieków czczony jest ten święty męczennik, odprawiona została uroczysta msza święta w intencji małopolskich strażaków. Nabożeństwu przewodniczył ks. kardynał Franciszek Macharski.

O to, by akcje kończyły się szczęśliwie i strażacy wracali do swoich rodzin, żeby mieli satysfakcję z trudnej służby - stwierdził komendant krakowskiej straży pożarnej Antoni Nawrot, pytany, o co będzie modlił się do patrona strażaków - I jeszcze o to, by formacja tak potrzebna mieszkańcom miasta była lepiej opłacana, żeby strażacy mogli zapewnić byt swoim rodzinom."

 
5 maja w Komendzie Miejskiej przebywała delegacja powiatu monachijskiego.
 
9 maja na terenie Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 6 przy ul. Aleksandry odbywały się uroczystości związane z Dniem Strażaka. Wzięli w nich udział jako zaproszeni goście przedstawiciele władz miasta, w tym min. prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, a także policji, Straży Miejskiej, wojska, ochotniczych straży pożarnych i radni dzielnic Krakowa. Strażakom oraz pracownikom cywilnym Komendy Miejskiej PSP w Krakowie wręczono awanse na wyższe stopnie służbowe oraz medale. Krzyż Zasługi za Dzielność otrzymał asp. Krzysztof Pacyna, który w grudniu 2003 r. roku uratował 3-letnią Izę, pozostawioną bez opieki i siedzącą na parapecie okna na szóstym piętrze budynku. Na koniec poświęcone zostały także 2 nowe samochody pożarnicze.

W trakcie trwania uroczystości z placu apelowego odwołano część pełniących służbę strażaków, którzy udali się do bardzo dużego pożaru, jaki wybuchł w fabryce farb i lakierów "Dragon" w Szczyglicach. Relację z podjętych tamże działań opublikował Dziennik Polski z 10.05.2003 r. w artykule "Dragon w ogniu": "Ogień wybuchł ok. godziny 10 w hali o powierzchni ok. 5 tyć. metrów kwadratowych, gdzie składowano opakowania. Czarne kłęby dymu widoczne były z daleka, a w promieniu kilkudziesięciu metrów od zakładu trudno było wytrzymać z powodu duszącego zapachu płonących chemikaliów. Kilka godzin trwało gaszenie pożaru wodą i pianą. Strażacy skupili się głównie na tym, by nie dopuścić do rozprzestrzenienia się ognia na sąsiednie pomieszczenia i budynki, gdzie składowane były różne substancje chemiczne. Hala spłonęła całkowicie, jednak udało się uratować magazyn, w którym przechowywano 40 ton rozpuszczalników (...). Budynek zakładu znajduje się na wzniesieniu i zanieczyszczona pianą gaśniczą oraz chemikaliami woda spływała wprost do przepływającej tuż obok Rudawy, co groziło skażeniem znajdującego się na tej rzece ujęcia wody pitnej. Natychmiast jednak podjęto środki zaradcze. Ujęcie wody zamknięto, wykopano także głębokie doły, by - zamiast do rzeki - do nich spływała skażona woda. Na miejsce przybyła grupa ratownictwa chemicznego, inspektorzy ochrony środowiska oraz dwa beczkowozy Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Strażacy ustawili na Rudawie zapory absorbcyjne, mające wychwycić zanieczyszczenia. Rozpoczęto także wypompowywanie zanieczyszczeń z wcześniej wykopanych rowów, a ponadto wykonano obejście zagrożonego skażeniem odcinka rzeki. Niewielka ilość chemikaliów dostała się natomiast do jednego z trzech pobliskich stawów rybnych, należących do Akademii Rolniczej; po wodzie pływało kilkanaście śniętych ryb, jednak - szybko zabezpieczono fragment - stawu ze skażoną wodą (...).

W pożarze poparzony został jeden mężczyzna, którego odwieziono do szpitala. Na oddział toksykologii trafiło ponadto dwóch strażaków, którzy - mimo odpowiedniego zabezpieczenia - zatruli się oparami chemikaliów. Na razie przyczyny pożaru nie są znane. Przypuszcza się, że zaprószenie ognia mogło być związane z przeprowadzanymi akurat w zakładzie pracami remontowo-budowlanymi".

W powyższej akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło łącznie 202 strażaków, którzy dysponowali m.in. 50 samochodami pożarniczymi, 2 drabinami mechanicznymi, podnośnikiem hydraulicznym, 4 Samochodami Ratownictwa Chemicznego. Podano 3 prądy wody i 10 prądów piany. Działania straży trwały ponad 29 godz. Straty oszacowano na 500.000 zł.

 
28 maja przy ul. Wybickiego powstał pożar Domu Handlowego "Gigant". Obszerną relacje z tego zdarzenia zamieściła Gazeta Krakowska z 29.05.2003 r.:

"Kilkanaście minut po szóstej rano, mieszkańcy bloków przy Rusznikarskiej, Krowoderskich Zuchów i Wybickiego usłyszeli głośne huki i wybuchy (...). Mimo że pierwsze wozy strażackie przyjechały niedługo później i od razu przystąpiono do gaszenia, niewiele udało się zrobić. - Po wejściu do wewnątrz strażacy niemal od razu musieli się wycofać z budynku - opowiada komendant Nawrot - Sufit spadał im już na głowę. Także temperatura była zbyt wysoka, by zostać. Były też problemy z zaopatrzeniem w wodę. Dwóch hydrantów nie udało się odnaleźć, bo nie było tablic z oznakowaniem, w innych początkowo było zbyt niskie ciśnienie (...).

- Pierwsze na miejsce przyjechały wozy strażackie z ulicy Wyki - informuje kpt. Mariusz Bałazy z Komendy Miejskiej Straży. - Potem dojeżdżały kolejne wezwane do akcji jednostki . Wozy strażackie nadjeżdżały na Wybickiego jeszcze w godzinach przedpołudniowych. - Wiele z nich jechało spoza Krakowa. Mamy na miejscu jednostki z Zakopanego, Oświęcimia, Bochni, Andrychowa, Miechowa, Olkusza, Proszowic: Kompania Gaśnicza Odwodowa na teren województwa małopolskiego (...). Dowodzący gaszeniem Antoni Nawrot, Komendant Miejski Państwowej Straży Pożarnej schodził po akcji dobrze po południu. - Akcja była ciężka. Konstrukcja budynku i materiały zgromadzone wewnątrz sprawiły, że właściwie od początku wiadomo było, że niczego ze środka nie uratujemy. Stalowe profile osłonięte blachą z ociepleniem nie stawiały żadnego oporu ogniowi. Wewnątrz artykuły chemiczne, kosmetyczne, wystroju wnętrz, farby, lakiery,. chemo i termo utwardzalne, żywice... Wszystko bardzo toksyczne (...).

Wokół Giganta powietrze czarne było od gęstego dymu: aż dwukrotnie przekroczona była najwyższa dopuszczalna norma stężenia cyjanowodoru, pięciokrotnie chlorowodoru i tlenku węgla. - Każda z tych substancji to tzw. cichy morderca" - informuje (...) komendant Nawrot. - Ludzie nie widzą tego, więc sądzą, że można wejść i ratować. Taka próba natychmiast kończy się krwotokiem z płuc i śmiercią. Czy w tej sytuacji warto wchodzić by cokolwiek ratować?! - dokańcza Antoni Nawrot (...). Mimo, że wiele osób pracowało bardzo ciężko, z Giganta udało się częściowo uratować jedynie podziemia

- Dowiedzieliśmy się o wszystkim o siódmej rano. (...). Natychmiast byliśmy na miejscu - przez łzy zdenerwowania opowiada Barbara Szlachta, właścicielka biura rachunkowego, do wczoraj funkcjonującego w Gigancie. - Strażacy pomagali jak mogli. Jeden z nich podjechał prywatnym autem i zapytał, komu pomóc, czy idziemy coś ratować ze środka. Wie pani, co by z nami było, gdyby wszystko się spaliło?! Nigdzie poza biurem nie mamy kopii dokumentów naszych klientów. Ten strażak pomagał nam wynosić komputery, dokumenty... Dzięki niemu wszystko uratowaliśmy. Ale widziałam tu dziś wiele łez i tragedii - kryje twarz w dłoniach i płacze. Jej firma miała szczęście: ulokowana jest w podziemiach budynku."

W trwającej ponad 32 godz. akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło 163 strażaków, którzy dysponowali m.in. 26 samochodami gaśniczymi, 4 drabinami mechanicznymi, 2 podnośnikami hydraulicznymi, 3 Samochodami Ratownictwa Technicznego, 1 Samochodem Ratownictwa Chemicznego. Podano 10 prądów wody i 14 prądów piany.

Jak wykazały sporządzone przez biegłych z zakresu zabezpieczeń przeciwpożarowych ekspertyzy, pożar w Domu Handlowym "Gigant" został wzniecony po rozlaniu substancji łatwopalnych na dużej powierzchni posadzki. Do jego szybkiego rozprzestrzenienia się przyczyniły się niesprawne elementy instalacji przeciwpożarowej, także te, których zadaniem było dostarczenie wody do instalacji gaśniczych.

 
2 czerwca w Komendzie Miejskiej wizytę złożyła delegacja holenderska.
 
5 czerwca odbyła uroczystość obchodów 130-lecia Krakowskiej Zawodowej Straży Pożarnej. Jubileusz krakowskich strażaków był jedną z najważniejszych i równocześnie najbardziej widowiskowych części obchodzonego corocznego Święta Miasta Krakowa. W ceremonii uczestniczył nadbryg. Piotr Buk - Zastępca Komendanta Głównego PSP i Szefa OCK, st. bryg. Seweryn Dyja - Małopolski Komendant Wojewódzki PSP, prof. Jacek Majchrowski - Prezydent Miasta Krakowa, Paweł Pytko - Przewodniczący Rady Miasta Krakowa, Jadwiga Nowakowska - Wicewojewoda Małopolski, delegacja Krakowskiego Bractwa Kurkowego, przedstawiciele Policji, Wojska Polskiego, krakowscy artyćci w historycznych strojach m.in. Damy z Łasiczką oraz mieszkańcy Krakowa. Uroczystość prowadzili znani krakowscy redaktorzy: Leszek Mazan i Mieczysław Czuma. Na początku Prezydent Miasta Krakowa oraz ks. infułat Bronisław Fidelus odsłonili tablicę nad wejściem do wieży hejnałowej Bazyliki Mariackiej z napisem "Wieża straży ogniowej". Następnie na szczyt wieży powędrowała chorągiewka z napisem "Czuwaj wieżyco nad nami, nad polskiej ziemi synami". O godzinie 12.00 po raz pierwszy w historii Krakowa hejnał mariacki został odegrany równocześnie przez 4 hejnalistów na 4 strony świata 4 razy. Wydarzenie to transmitowano na żywo w I Programie Polskiego Radia. Jedną z najbardziej widowiskowych części uroczystości były: pokaz uwalnianie człowieka z wraku samochodu oraz pokaz ewakuacji rannej osoby w noszach z wieży Bazyliki Mariackiej na płytę Rynku. Po zakończeniu tej części programu nastąpił przejazd wokół Rynku Głównego do budynku Urzędu Miasta Krakowa zabytkowych i współczesnych samochodów pożarniczych, które poprzedzała orkiestra strażacka.

O godzinie 13.00 podczas Nadzwyczajnej Sesji Rady Miasta Krakowa zwołanej z okazji Święta Miasta Krakowa st.bryg. Antoni Nawrot - Komendant Miejski PSP w Krakowie otrzymał Srebrny Medal Cracoviae Merenti przyznany Komendzie Miejskiej PSP w Krakowie. Medalem tym - jako trzecia instytucja w Krakowie po Uniwersytecie Jagiellońskim i Biskupstwie Krakowskim - została uhonorowana krakowska zawodowa straż pożarna w dowód uznania za 130-letnią ofiarną służbę na rzecz mieszkańców Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Z wnioskiem o nadanie medalu do Rady Miasta Krakowa wystąpiła Komisja w składzie: Prezydent Miasta Krakowa, Metropolita Krakowski i Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 
20 września wybuchł pożar w bloku na os. Albertyńskim. Tragiczne wydarzenie opisał Dziennik Polski z 22.09.2003 r. w notatce "Podpalił z zemsty": "Około godziny pierwszej lokatorów postawił na nogi kobiecy krzyk. Gdy wyjrzeli przez okno, zobaczyli kłęby dymu, wydobywające się z mieszkania na czwartym piętrze. Na balkonie zobaczyli sąsiadkę i jej 14-letnią córkę, wzywające pomocy. Płonący przedpokój i drzwi wejściowe odcięły im już drogę ucieczki na klatkę schodową. Straż pożarna otrzymała wezwanie dokładnie cztery minuty po godzinie pierwszej. Gdy pierwsze wozy gaśnicze dotarły w okolice budynku, buchające z okna płomienie sięgały już prawie do wysokości trzech metrów. Na krawędzi balkonu, po zewnętrznej stronie barierki, strażacy zobaczyli jakąś postać. Zanim jednak zdążyli rozłożyć skokochron, 14-letnia dziewczyna skoczyła na ziemię. Karetka przewiozła ją z ciężkimi obrażeniami do szpitala, gdzie po kilku godzinach zmarła. Tę samą drogę ucieczki z płonącego mieszkania wybrała wcześniej jej matka. Kobieta zginęła na miejscu, skacząc z balkonu jeszcze zanim przed blokiem pojawiły się wozy strażackie. Z ustaleń policji wynika, że przyczyną pożaru było podpalenie drzwi mieszkania (...). 36-letniego mężczyznę, podejrzanego o podpalenie mieszkania, policja zatrzymała dopiero kilka godzin po tragedii (...). Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, podczas przesłuchania na policji mężczyzna przyznał się do podłożenia ognia pod drzwiami mieszkania (...). Choć w akcji gaśniczej uczestniczyło aż 9 jednostek straży, ogień doszczętnie strawił mieszkanie na czwartym piętrze, zniszczył też klatkę schodową. Straty szacowane są na około 100 tyć. zł."
 
25 września do kolejnego ogromnego pożaru doszło tym razem przy ul. Powstania Listopadowego na terenie magazynu zakładów chemicznych "Dragon". Okoliczności tego zdarzenia opublikował Gazeta Wyborcza z 26.09.2003 r. w notatce "Toksyczny żar": "Pracownicy firmy tuż przed g. 16 usłyszeli wybuch - ogień pojawił się najpierw tam, gdzie składowane były rozpuszczalniki. Chwilę później zajęła się już cała hala. Wszyscy zdążyli uciec (jeden z pracowników z lekkimi poparzeniami trafił do szpitala). Udało się też w ostatniej chwili wynieść z ognia przerażonego psa, pilnującego hurtowni. - Uciekając z płonącego magazynu, słyszeliśmy kolejne wybuchy. Ogień przeskakiwał z palety na paletę. Te wszystkie lakiery, farby i kleje zapalały się momentalnie - relacjonował jeden z pracowników. Kiedy na miejscu pojawiła się straż pożarna, magazynu nie dało się już uratować. Strażacy próbowali jeszcze opanować ogień, by nie przedostał się do pomieszczeń biurowych. Bezskutecznie. Słup ognia sięgał 20 m. Temperatura przekraczała 1200 stopni. Żar, jaki bił od ognia, czuć było nawet 300 m od hali.

Mieliśmy problemy z wodą. Hydrant znajdował się około 200 m od magazynu. Na dodatek w wąskiej uliczce, która prowadzi do zakładu, blokowały się nasze wozy - mówił starszy kapitan Andrzej Siekanka, rzecznik małopolskiej straży pożarnej. Kilku strażaków, którzy wczoraj ratowali płonącą halę, na początku maja gasiło szczyglickie magazyny firmy Dragon. Wtedy chmura toksycznego dymu zagroziła okolicznym mieszkańcom i Rudawie, bo chemikalia spłynęły do rzeki. Tym razem pożar, choć niebezpieczny, nie zagroził ludziom - na szczęście w pobliżu nie ma zabudowań mieszkalnych. Strażacy obawiali się jedynie, czy ogień nie przeniesie się na pobliską stację benzynową. Pomógł wiatr i szybka akcja gaśnicza".

W trwającej ponad 20 godz. akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło 73 strażaków. Użyto m.in. 43 samochody gaśnicze, 2 drabiny mechaniczne, podnośnik hydrauliczny, 2 Samochody Ratownictwa Chemicznego. Podano 4 prądy wody i 10 prądów piany.

 
4 listopada przy ul. Powstańców powstał pożar w lakierni znajdującej się w hali na terenie "Agromy". 28-letni pracownik starał się na własną rękę ugasić pożar gaśnicą, jednak bezskutecznie. Po przybyciu na miejsce strażacy wyprowadzili go z zagrożonych pomieszczeń i podali tlen z uwagi na prawdopodobne przytrucie toksycznymi gazami. Został zabrany przez pogotowie ratunkowe. Dzięki szybko i skutecznie prowadzonym działaniom uniknięto przeniesienia się ognia na inne pomieszczenia hali liczącej 50 m długości. Cała akcja ratowniczo-gaśnicza trwała ponad 2,5 godz. Straty materialne oszacowano na 50.000 zł.

Rok: | 1992 | 1993 | 1994 | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 |


 

 (c) Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie
 Administracja